Co tu dużo pisać - pan opowiadał o tym jak powstawały książki pisane wraz z Markiem Krajewskim, jakie pomysły i plany ma na najbliższe powieści. Nie obyło się też bez kilku anegdot ;-)
poniedziałek, 15 października 2012
Kryminalne spotkanie z Mariuszem Czubajem
Ten wpis powinien pojawić się przed weekendem, bo rzecz działa się w piątek. Byłam na spotkaniu z autorem głośnych ostatnio kryminałów - Mariuszem Czubajem.
Co tu dużo pisać - pan opowiadał o tym jak powstawały książki pisane wraz z Markiem Krajewskim, jakie pomysły i plany ma na najbliższe powieści. Nie obyło się też bez kilku anegdot ;-)
Co tu dużo pisać - pan opowiadał o tym jak powstawały książki pisane wraz z Markiem Krajewskim, jakie pomysły i plany ma na najbliższe powieści. Nie obyło się też bez kilku anegdot ;-)
piątek, 12 października 2012
Sernik czekoladowy
Przepis na ten sernik dostałam od Irène. Z sernikami jak wiadomo jest tak, że są kapryśne. Niełatwo znaleźć przepis dobry i wychodzący niezależnie od dnia i pogody. Nie wiem, czy ten sernik wychodzi zawsze i każdemu, ale robiłam go pierwszy raz i wyszedł idealnie. Polecam :)
czwartek, 11 października 2012
Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Znachor
Tadeusz Dołęga-Mostowicz pisał książki, które czytały się świetnie w Dwudziestoleciu Międzywojennym, ale też świetnie czyta się je w XXI wieku. Chociaż w moim przypadku czytanie to lekkie wykroczenie, bo do tej pory żadnej nie przeczytałam, a "jedynie" wysłuchałam. Ale i tak polecam! Notka o powieści tutaj.
środa, 10 października 2012
Róże z szarościami - ceramiczny wisior pępkowy
Zamówienie na ten wisior przyjęłam już dawno, ale szukałam odpowiednich koralików, które zadowoliłyby nową właścicielkę. Problem polega na tym, że w niewielu sklepach można takie koraliki znaleźć (albo ja źle szukam), a jeśli są, ich cena jest naprawdę wysoka.
Długość prawie że "pępkowa" :)
Długość prawie że "pępkowa" :)
wtorek, 9 października 2012
Wiśniowe kolczyki - decoupage
Myślałam, że to koniec, ale jednak nie. Do tego naszyjnika i tej bransoletki powstały ostatnio kolczyki do kompletu. Nie wiem, czy sprostałam oczekiwaniom. Nie chciałam, żeby kolczyki były zbyt duże, by nie przytłaczały po założeniu naszyjnika. Mam nadzieję, że podobają się nowej właścicielce.
Tak sobie myślę, że to albo pierwsze a na pewno jedne z niewielu kolczyków w decoupage'u, jakie zrobiłam. Panie zdecydowanie preferują naszyjniki :)
Tak sobie myślę, że to albo pierwsze a na pewno jedne z niewielu kolczyków w decoupage'u, jakie zrobiłam. Panie zdecydowanie preferują naszyjniki :)
poniedziałek, 8 października 2012
Julia James, India Grey, Diana Hamilton - Wszystkie barwy Toskanii
Wydawałoby się, że harlekiny swoje bogate lata mają już dawno za sobą. Tymczasem, wydawca wpadł na doskonały pomysł, jak zarobić na czymś, co przedstawia sobą niewielką wartość. Ładna okładka, chwytliwy tytuł, a pieniądze na koncie rosną. Takie mam przemyślenia po przeczytaniu tej książki.
niedziela, 7 października 2012
Naszyjnik filcowy - pomarańczowo-czarny
Filcowanie pojawia się u mnie ostatnio tylko wtedy, gdy zostanę o nie poproszona. Do tej pory filcowałam na mokro i o ile pierwsze próby szły mi zadziwiająco szybko (sama nie wiem, czy to z tego zapału i chęci? czy był jakiś inny powód), tak później ufilcowanie jednej kulki zabierało mi bardzo dużo czasu i na dodatek nie było satysfakcjonujące, bo kulki wychodziły miękkie i kudłate.
Pewnie już rok mija, jak postanowiłam nauczyć się filcowania na sucho i porównać z moimi dotychczasowymi doświadczeniami. Teraz już wiem, że filcowanie na sucho daje więcej możliwości, a już na pewno daje te, których nie miałam w filcowaniu na mokro. Zamówienie na ten naszyjnik zmobilizowało mnie do nauki i jestem zaskoczona, jak dobrze filcuje się igłą. Oto efekt.
Naszyjnik był inspirowany tym, ale żeby nie robić drugiego takiego samego naszyjnika - trochę go zmodyfikowałam.
środa, 3 października 2012
Ferenc Mate, Mądrość Toskanii
Mądrość Toskanii "sączyłam" w wakacyjne dni. Jeśli ktoś ma dosyć skomercjalizowanego życia i chce się upewnić w tym, że do szczęścia naprawdę wiele nie trzeba - powinien sięgnąć po tę książkę. Polecam, a notka tutaj.
wtorek, 2 października 2012
Decoupage - fiolet z zielenią (naszyjnik)
Dziś post z serii: "było już raz, ale ma być więcej". Zrobiłam swego czasu taki naszyjnik (nr 5). Tydzień temu zostałam poproszona o zrobienie naszyjnika w tych samych kolorach. Przeszukałam moje zasoby materiałów do oklejania i znalazłam inne, wydaje mi się, że nieco ciekawsze wzory niż te, które wykorzystałam w pierwowzorze. I tak oto powstał taki naszyjnik. Przyznaję, że mnie się podoba :)
poniedziałek, 1 października 2012
Uparciuch storczyk
Dziś chciałam pokazać coś zupełnie innego... Bodaj trzy lata temu dostałam storczyka, z pięknymi, dużymi różowymi kwiatkami w pełnym rozkwicie. Nie minęły trzy miesiące, a wszystkie kwiatki opadły. Nie zraziłam się i postanowiłam zająć się kwiatkiem, by szybko zakwitł na nowo.
Czekałam ponad rok na nowe pączki. Moja radość była naprawdę wielka, bo podobno namówić storczyka do ponownego wypuszczenia kwiatków nie jest wcale tak prosto (no, chyba że ktoś ma do nich rękę - jak moja mama, to wtedy kwitną bezustannie). Po miesiącu po kwiatkach nie było śladu.
Rozpoczęło się kolejne oczekiwanie. Po prawie pół roku mama poradziła mi, że mam storczyka nastraszyć wyrzuceniem. Nastraszyłam, przestałam go podlewać, a on nic.
Zdenerwowałam się ostatecznie i przywiozłam go do "hodowli storczyków" mojej mamy. Stwierdziłam, że jeśli u niej nie zakwitnie, to nic z niego nie będzie.
Pierwsze miesiące w nowym miejscu storczyk spędził obok pięknie kwitnącego kolegi (który zachęca prawie rok innego mojego storczyka do rozkwitu :)). Bez skutku. Uparciuch nie zamierzał wypuścić żadnego pączka.
Moja mama podjęła drastyczną decyzję i późną wiosną storczyk wylądował w ogrodzie. I tu już nie było zmiłuj. Gorąco, zimno, deszcz czy słońce - on stał i uparcie milczał.
Do czasu.
We wakacje ruszyły łodygi... Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast tradycyjnej jednej łodygi pojawiły się trzy (skierowane jak wieże ku górze), a po kilku tygodniach ze storczyka uparciucha zrobiło się drzewko pełne pąków.
Czekałam ponad rok na nowe pączki. Moja radość była naprawdę wielka, bo podobno namówić storczyka do ponownego wypuszczenia kwiatków nie jest wcale tak prosto (no, chyba że ktoś ma do nich rękę - jak moja mama, to wtedy kwitną bezustannie). Po miesiącu po kwiatkach nie było śladu.
Rozpoczęło się kolejne oczekiwanie. Po prawie pół roku mama poradziła mi, że mam storczyka nastraszyć wyrzuceniem. Nastraszyłam, przestałam go podlewać, a on nic.
Zdenerwowałam się ostatecznie i przywiozłam go do "hodowli storczyków" mojej mamy. Stwierdziłam, że jeśli u niej nie zakwitnie, to nic z niego nie będzie.
Pierwsze miesiące w nowym miejscu storczyk spędził obok pięknie kwitnącego kolegi (który zachęca prawie rok innego mojego storczyka do rozkwitu :)). Bez skutku. Uparciuch nie zamierzał wypuścić żadnego pączka.
Moja mama podjęła drastyczną decyzję i późną wiosną storczyk wylądował w ogrodzie. I tu już nie było zmiłuj. Gorąco, zimno, deszcz czy słońce - on stał i uparcie milczał.
Do czasu.
We wakacje ruszyły łodygi... Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast tradycyjnej jednej łodygi pojawiły się trzy (skierowane jak wieże ku górze), a po kilku tygodniach ze storczyka uparciucha zrobiło się drzewko pełne pąków.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


