Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja czytelnicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja czytelnicza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 września 2012

Debiut książkowy :)

Tytuł posta trochę przewrotny, ale prawdziwy. Zostałam zaproszona przez Etoile do wzięcia udziału w wymiance książkowej, którą organizowała na swoim blogu. Prawdę mówiąc, decyzję podjęłam w ostatniej chwili. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że nie żałuję.
Moją "parą wymiankową" była Ania, który prowadzi blog "książkowy". Kiedy spojrzałam na listę książek, które przeczytała, których nie przeczytała, ale ma w swojej biblioteczce - trochę się przeraziłam. Powieści, które chciałam jej podarować, Ania dawno przeczytała! A znaleźć coś, czego nie zna, to rzecz prawie niemożliwa. Z duszą na ramieniu wybrałam dwie książki, których Ania mogła jeszcze nie czytać. Dodałam do nich kilka drobiazgów i paczka poszła w świat :)

wtorek, 27 marca 2012

Rozmowy z Marią Kuncewiczową


Sztuka dialogu była jej bliższa niż sztuka systematycznych pamiętnikarskich notek i notatek” - takie słowa padają we Wstępie do Rozmów z Marią Kuncewiczową.
Chociaż moja ochota na poznanie kolejnych książek tej pisarki nie zmalała, pomyślałam sobie, że na zakończenia Marca z Marią wybiorę nie powieść, nie wspomnienia a rozmowy właśnie.

Na książkę składają się wywiady z Marią Kuncewiczową (czasem także z jej mężem) przeprowadzone na przestrzeni wielu lat, chociaż dominują te z końca lat 70 i początku 80.

Wachlarz tematyczny jest naprawdę imponujący. Mamy rozmowę o recepcji Przymierza z dzieckiem, poruszane jest znaczenie słowa „dom” nie tylko dla samej autorki, ale w ogóle dla człowieka; wraz z panią Marią i jej mężem zwiedzamy Kuncewiczówkę, nie brak wspomnień wojennych.

Źródło zdjęcia
Już na samym początku uderzyło mnie to, że są to rozmowy, w których ani przeprowadzający wywiad ani ten, który go udziela - nigdzie się nie spieszą. Jest czas na zastanowienie się, jest czas na powiedzenie rzeczy ważnych. To prawdziwa rozmowa, a nie zdawkowa odpowiedź na krótkie pytanie.

W Posłowiu Helena Zaworska, która przygotowała wybór tych tekstów napisała: „Gdyby zdecydować się na wydanie wszystkich wywiadów, jakich udzieliła Maria Kuncewiczowa nie zmieściłyby się one w jednym tomie - tak było ich dużo.”

To chyba najlepsza rekomendacja twórczości Marii Kuncewiczowej.





A jako że pozycja lekturowa nietypowa, moja inspiracja będzie nie w pełni biżuteryjna. Nawet najbardziej wciągającą książkę trzeba czasami chociaż na chwilę odłożyć. Wtedy przydatna może się okazać zakładka do książki.





Notatka powstała w ramach projektu Lirael:


I chociaż marzec powoli się kończy, do książek pani Marii będę sięgać z wielką ochotą.

poniedziałek, 19 marca 2012

Maria Kuncewiczowa, Gaj oliwny

Pomysł napisania Gaju oliwnego zaczerpnęła Kuncewiczowa z notki prasowej, która ukazała się w 1952 roku. Informacja dotyczyła zamordowania w południowej Francji angielskiej rodziny, ale książka miała być nie rekonstrukcją zdarzeń, ale wizją autorki. Wspominam o tym, bo rzadkie jest w prozie Marii Kuncewiczowej odchodzenie od wątków autobiograficznych.

Całość powstawała przez pięć lat, chociaż sam proces pisania książki trwał osiem miesięcy. Związane było to z tym, że szkic tekstu (po angielsku) zaginął w czasie wyprawy do Stanów Zjednoczonych. Kolejna wersja powstała już w języku polskim.

Gaj oliwny zauroczył mnie swoim tytułem. I tu, już od samego początku czekają na czytelnika pułapki (ja wpadłam we wszystkie z nich):
- gaj oliwny... brzmi sielsko i anielsko;
- bohaterka - mała Pat, która wyjeżdża z rodzicami na wakacje do Francji;
Vincent van Gogh, Gaj oliwny II, 1889
- Prowansja... po niedawnej lekturze książki Rok w Prowansji mam utrwaloną wizję tej krainy jako mlekiem i miodem płynącej;
Czego więc można się spodziewać? Pięknej opowieści rodzinnej? Ciepłej, uroczej i przesiąkniętej przyrodą? Otóż nie.

Wypowiadam się tylko w swoim imieniu, ale przez cały czas miałam wrażenie, że COŚ wisi w powietrzu. Czułam napięcie i czekałam... Bohaterowie zmagają się tu nie tylko ze sobą, ale przede wszystkim z własną przeszłością.
Napisanie czegokolwiek więcej oznaczałoby zdradzenie finału.

Maria Kuncewiczowa w Posłowiu wyjaśnia, że chciała zrozumieć motywy ludzkiego zachowania, tajniki ludzkiej duszy. Czy jej się to udało? Tak naprawdę, niezależnie od tego, ile książek by się na ten temat napisało, nie da się wyjaśnić, dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej.

Refleksyjna lektura.

Moja inspiracja ma z książką wspólny jedynie motyw oliwkowy. :)

Naszyjnik „gaj oliwkowy”:


Oliwkowe kolczyki:

Notka powstała w ramach projektu Lirael:


sobota, 10 marca 2012

Maria Kuncewiczowa, Dni powszednie państwa Kowalskich


Oto państwo Kowalscy. Wpraszamy się do nich bez ich wiedzy i zgody. Podglądamy - co jest w dzisiejszych czasach takie modne i powszednie. Chociaż może to złe słowo, bo nie tyle podglądamy, co podsłuchujemy.
A małżonkowie nie milczą. Przeciwnie. Każdy temat jest dobry do rozmowy, przy czym skrajnie różne charaktery Ireny i Pawła doprowadzają najczęściej do kłótni. Pieprzu i smaczku dodają całości postacie epizodyczne, ale bardzo wyraźne: w tym teściowa, która jest mistrzynią wbijania szpilek w sposób niedostrzegalny acz bolesny. Nie można zapomnieć też o cioci-Jabłoni, która swoją wizytą w domu państwa Kowalskich burzy cały ustalony porządek (swoją drogą, to jeden z moich ulubionych odcinków).
Całość rozgrywa się na przestrzeni 15 miesięcy, każdy z odcinków stanowi samodzielną jednostkę, ale wszystkie łączą się w spójną historię. Nie będę jej opowiadać, bo to trzeba przeczytać :) 

Bardzo podoba mi się poczucie humoru Kuncewiczowej, zmysł obserwacji i umiejętność charakteryzowania ludzi tylko i wyłącznie za pomocą słów, jakie wypowiadają (w książce nie ma żadnych opisów, nie wiemy jak wyglądają bohaterowie, w jaki sposób mówią, jakie są ich emocje). A przede wszystkim podoba mi się aktualność Kowalskich. Moje wydanie jest z 1960 roku, a w radiu powieść nadawana była już w roku 1938. Czy coś się zmieniło? Nadal narzekamy na pracę, pracodawców, kłócimy się z mężami, żonami, a teściowe nadal nie są synonimem miłego.

Krótka próbka tekstowa. Scenka ze szpitala, w którym leżała Irena. W odwiedziny przyszedł mąż:

- Czy podlewasz asparagusy?
- A jakże. Kaktus nawet co dzień na balkon wystawiam, żeby go deszcz dobrze przemaczał.
- Masz babo placek, ależ Pawełku, jak mogłeś? Mówiłam ci przecież, że kaktus tylko raz na tydzień podlewam, on potrzebuje suszy, on zgnije!
- Do licha! Zapomniałem.
- A nie uważałeś, czy pączków mu deszcz nie obtrącił?
- Jakich pączków? Tam były jakieś takie narośle na liściach, poobcinałem, bo to szkodzi roślinie.
- Co? Narośle? Coś ty zrobił, nieszczęsny! To właśnie pąki! Ach, Jezus Maria, Paweł ja nie mogę dłużej tu być, ty mi wszystkie rośliny zmarnujesz, Boże, jak mi gorąco. Daj termometr! Nie, nie ołówek – termometr. 
- Nie rzucaj się tak, na Boga, czego się denerwujesz, nic ci nie zmarnuję, a gdyby nawet, to kupimy nowe kwiatki, asparagusy są teraz po groszu.
- Po groszu? Asparagusy takie jak moje? Pierzaste? No wiesz, aż mnie serce zabolało. (s.209)

I takich smaczków jest więcej: wspomniana wizyta cioci, czy też wszystkie sceny z teściową, odwiedziny przyjaciół.

Kilka lat temu mieliśmy w telewizji „Kasię i Tomka”, którzy bardzo publiczności się spodobali, a byli napisani tak samo jak Kowalscy: sytuacja, wydarzenie lub coś innego staje się tematem rozmowy, a następnie, z każdym kolejnym zdaniem – atmosfera robi się coraz bardziej gorąca...aż do samego finału :)

Bardzo polecam.

Zobowiązałam się do przygotowania jakiejś inspiracji biżuteryjnej. Powinno być łatwo, bo Irena jako modystka na pewno wiedziała, jak się modnie i gustownie ubrać, zresztą Paweł często ją chwali: sprytna taka... żebyś ją zobaczył! Ubrana zawsze jak laleczka, a wszystko razem trzy grosze kosztuje. Gust ma!

Na początku myślałam o kolczykach, ale okazało się, że panna Kocia nie pozwoliła mi uszu przekłuwać. Zdecydowałam się więc na wisiorek winogronowy. Dlaczego winogronowy? Bo dla Ireny jest to swoisty wyznacznik dobrobytu i winogronami właśnie chce karmić dziecko: A właśnie, że ja nie chcę, żeby mojemu dziecku czegoś brakowało! Nie życzę sobie. Jak mnie przez całe dzieciństwo paśli kartoflami, to memu dziecku należą się winogrona. Takie jest moje zdanie.(s.235)

Wisiorek winogronowy, który powstał z kulek obszytych koralikami.



Maria Kuncewiczowa, Dni powszednie państwa Kowalskich. Kowalscy się odnaleźli. Powieść radiowa, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1960.

Notka powstała w ramach projektu Lirael


czwartek, 1 marca 2012

Marzec z Marią

Zgodnie z zobowiązaniem, którego się podjęłam, rozpoczynam miesiąc z prozą Marii Kuncewiczowej. Będzie więc (mam nadzieję) trochę więcej niż zwykle o książkach. 
Pomyślałam sobie (nie wiem, na ile ten pomysł uda mi się zrealizować), żeby do każdego przeczytanego tytułu biorącego udział w "Marcu z Marią" stworzyć element biżuterii lub jakiś dodatek zainspirowany treścią. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.


Cały projekt wymyśliła i przygotowała Lirael.


Zaczynamy :))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...