niedziela, 13 kwietnia 2014

Żurek żarłaczy, czyli DIY według A. (3)

Dzisiaj kolejna propozycja kulinarna z męskiego punktu widzenia. Zupa jest prawdziwie męska, o czym przekonają się wszyscy z dalszej części posta.
A dla mnie jest to pomysł na zbliżające się święta. Wszak żur wspaniale nadaje się na wielkanocny stół.
Jak zawsze polecam! Tekst, zdjęcia i wykonanie - autorstwa A. Nie inaczej.


Uwaga! Wszystkie sytuacje przedstawione w poniższym artykule wydarzyły się naprawdę. Osoby o delikatnych podniebieniach proszone są o opuszczenie strony.

Ostatnimi czasy aura nie rozpieszcza. Wszyscy domownicy pokładają się, pociągają nosem, kaszlą i narzekają na wahania temperatury. Jednego dnia w dzień jest grube naście stopni Celsjusza, następnego zaś przychodzą poranne przymrozki. Dostałem zadanie – zrób na obiad rozgrzewającą zupę. No ale nie taką zwykłą. To musi być zupa dla żarłaczy, którzy nie tylko chcą się rozgrzać ale i porządnie objuczyć, swe nadwątlone pogodą ciała, w gigantyczną porcję dobrotliwych kalorii. Skoro tak, to zaczynamy. Ostrzegam, to wersja dla prawdziwych hardcore’ów
 
Proponuje nas spesjalita żurek na chleba. Jeśli ktoś jest wegetariański, to tym niemniej niech zmieni kolejność. Niech najpierw spożyje 100 gramów dobrze zamrożonej substancji a dopiero później talerz pożywnej zupki. I lód osobna na szklanka. (wyrazy uznania dla tych, którzy zrozumieli)

Sam preferuję bardziej tradycyjny żurek, ale czego się nie robi dla dobra domowników. Szczególnie satysfakcjonujący jest widok ojca, który do jedzenia zupy, wyciąga z szafy musztardę.
W przypadku próby podjęcia się gotowania tego dania, należy subtelnie umniejszyć porcję, by dostosować je dla przeciętnego obywatela. Ja nie miałem takich ograniczeń, gdyż gotowałem dla żarłaczy.
Zaczynamy od wrzucenia na patelnię pokrojonego w kostkę boczku. Może niekoniecznie musi to być patelnia jak z mojego przepisu, ale skoro ma być „surowo”, hardcore’owo i po męsku, to przeszło 30 letnia patelnia doskonale się do tego nadaje.



W tym czasie kroimy w talarki kiełbasę. U mnie były to 3 kiełbasy polskie i kilkucentymetrowy kawałek jakiejś innej, która niedojedzona leżała w lodówce.



Dorzucamy kiełbasę do smażącego się boczku i kroimy w drobną kostkę czosnek. Nie musi to być jak u mnie 6 dużych ząbków.



Czosnek też wrzucamy na patelnię. Całość lekko przyrumieniamy. Co ważne, od czasu do czasu mieszamy kopystką. Nie łyżką, warząchwą czy jeszcze jakimś innym wynalazkiem. To musi być kopystka.



Wrzucamy całą zawartość patelni do dużego garnka. Staramy się nie uronić ani kropelki z dobrotliwego tłuszczu, który nam się osadził na dnie naczynia. Zalewamy mięso 2-3 litrami wody i kroimy 3 białe kiełbasy, które po pokrojeniu również wrzucamy do garnka.



Do gotującego się wywaru dorzuciłem jedną kostkę rosołową ale nie jest to konieczne. Teraz potrzebujemy pokrojonych drobno warzyw.



Jak widać, mamy tu marchew, selera, pietruszkę i małego pora. Natkę pietruszki i liście selera kroimy na drobno i wrzucamy do garnka (odrobinę zostawiając do przystrojenia podanego dania). Pora kroimy na drobne paski a najtwardsze części roślin wrzucamy w całości do wywaru i wyrzucamy, kiedy już trochę oddadzą swego aromatu. Dodajemy też kilka liści laurowych i ziarenek ziela angielskiego. Reszty warzyw nie wyrzucamy. Wszak to cenne rozgotowane witaminy, kalorie i dodatkowe smaki.



Pozostałe warzywa kroimy w julienne (żulię), czyli drobne paski, nie musza być od linijki a następnie w kostkę. Ma być drobno, by przy jedzeniu nie narzucały swego smaku. Tak powinny być pokrojone warzywa:



A tak się je kroi:



W dalszej kolejności kroimy kilka pyrek na dużą kostkę. To już ma się dać wyczuć pod zębami, więc kostka ma być całkiem spora.




Nasza zupa musi się gotować jakieś pół godziny.




Po tym czasie dodajemy zakwas.



Całość doprawiamy pieprzem i ostrą papryką



Ostatnim etapem jest dodanie majeranku. Nie szczypiemy się przy tym i walimy wuchtę towaru.



Całość podajemy z jajkiem i zieleniną. Smacznego.




„Pozwalamy minimalnym dozom ulubionej substancji spływać wolniutko w kierunku przełyku. Chłonne ścianki z rozkoszą wchłaniają każdą cząstkę mocy. Moc jest z nami!”

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Przepis na pewno warty wypróbowania, chociaż żurku nie jadłam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...