piątek, 31 stycznia 2014

Jak zrobić caffè latte, czyli DIY według A. (1)

Dzisiaj post zupełnie inny od innych. Inny, bo napisany przez A. Być może będzie to początek "męskich postów" na blogu? :) Zobaczymy, jak się rozwinie współpraca. Tymczasem dokładna instrukcja przygotowania latte za pomocą sprzętów dostępnych w każdym domu.
Ale o tym wszystkim opowie A. Zapraszam!


Dziś przepis z cyklu „kuchnia kawalerska”. Co to takiego, zrozumie ten, kto przez niemal 10 lat miał w kuchni szeeeeroki asortyment garnków. Zwały się one (nie przewidziano nagrody dla tego kto zgadnie skąd nazwy): Duży i Mały. Do tego w komplecie była patelnia, deska do krojenia, 6 filiżanek (zestaw pomniejszał się wraz z upływem lat), 2 palniki, mały piekarnik elektryczny i może jeszcze kilka pomniejszych sztućców. Dochodzące do uszu postronnych historie o piciu herbaty z klosza od lampy nie zawsze muszą być miejską legendą. Ale jak ktoś lubi gotować (chociaż zazwyczaj mu się nie chce i równie dobrze może zjeść hot-doga jak i fasolkę ze słoika), to i w polowych warunkach stworzy małą „ucztę Babette”.

            Instruktaż poniższy rzuci światło na to jak zrobić babską kawę dla prawdziwych mężczyzn. Bo i samiec alfa nie pogardzi tym trunkiem, co zostało naukowo udowodnione. Dowód sprowadza się do tego, że kiedyś wybrałem się do pubu śledzić mecz kadry na wielkim ekranie i przy piwku powspominać stare, dobre czasy z kumplami. A że następnego dnia musiałem jechać w odległe krainy, to (jako odpowiedzialny człowiek) nie mogłem pić. Więcej – samochodem pojechałem na spotkanie. No i kiedy wszyscy sączyli złocisty trunek, ja zamówiłem duże latte. Usłyszałem tylko: „Tej, przecież to baby piją”, ale jakoś nikt mnie od stolika nie przepędził. Nawet, gdy długą łyżką wybierałem piankę.
            
Dość już wstępów, czas przejść do czynów. Czynimy pewne założenia:
Założenie 1 - w kuchni mamy już coś więcej niż dwa garnki.
Założenie 2 – nie mamy ekspresu do kawy

Dobrze mieć kawiarkę, jednakże moja uległa destrukcji, więc wsad kawowy poczyniony został z typowej polskiej kawy po turecku.

Krok 1
Wstawiamy czajnik. Dowolny, jednakże najskuteczniejsze są te z gwizdkiem.




W tym czasie szykujemy co niezbędne narzędzia:


Kawa (w zdezelowanej puszce), gustowna szklanka, garnek do merdania mleka, mleko, filiżanka i trzepaczka do sosów (czy jak to tam się zwie).

Krok 2
Przypominamy sobie, że jeszcze potrzebujemy sitka (żeby przecedzić kawę po turecku) i naczynia z dziubkiem, które ułatwi ostrożne wlewanie kawy do mleka (lanie bezpośrednio z filiżanki kończy się zalaniem stołu w promieniu 40 cm i porcją fusów na dnie latte)



Zdjęcie artystyczne „Przez sitko” 2014, Tate Gallery, London

Krok 3
Zalewamy tradycyjną „plujkę”, której moc ustalamy indywidualnie.


Krok 4 
Wlewamy ok. 100 ml mleka do wysokiego garnka i podgrzewając (ale nie doprowadzając do wrzenia, chociaż niemal otarcie się o nie jest wskazane) trzepiemy z całej epy. Z małej pianki:


Robi się duża pianka:



Wtedy następuje krok 5:
Przelanie mleka do szklanki


Krok 6
Przesączoną przez sitko kawę wlewamy (wykorzystując garnek z dziubkiem) ostrożnie po ściance szklanki


Krok 7
Tu nie trzeba słów


 

A kiedy okazuje się, że nie tylko nie mamy ekspresu do kawy, ale również długiej łyżeczki, wtedy z pomocą przychodzi patyczek do szaszłyków


SMACZNEGO


10 komentarzy:

  1. Nienawidzę takich wpisów - jak tu się teraz skupić w pracy? :oP Idę sobie zrobić barbarzyńską kawę z firmowego ekspresu...

    OdpowiedzUsuń
  2. A niekiedy człowiekowi musi wystarczyć pieczarkowa z paczki

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjna instrukcja, jutro przetestuję ją w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapomnialem dodać, że jeśli ktoś lubi na słodko, to do latte polecam cukier trzcinowy

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam spróbować. Nie pijam kawy w ogóle, ale kawa latte samodzielnie przygotowana (lub przygotowana przez kogoś innego) jest naprawdę pyszna. Mniam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za cooperation :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem udana, jak wnoszę :)

      Usuń
  7. O, znalazłam kolejne zastosowanie dla mojego (super) spieniacza mleka na baterie, nabytego w szwedzkim sklepie za marne 6 zł (zastosowanie nr 1 to czekolada na gorąco).
    Pójdę na skróty i mleko zagrzeję w mikrofalówce, jako że nie cierpię szorować nawet najmniejszych garnuszków po przypalonym mleku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawialiśmy się z A. nad użyciem takiego spieniacza i zgodnie uznaliśmy, że nie jest w stanie tak ubić mleka jak ręczna trzepaczka. Poza tym, spieniając mleko ręcznie, ryzyko przypalenia go jest niewielkie, bo sytuacja cały czas jest pod kontrolą.

      Usuń
    2. Setuchnę ciepłego mleka spieni aż miło, zapewniam :-) A jaka oszczędność czasu i wysiłku!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...